Sklep spożywczy był niewielkim pomieszczeniem tuż obok naszego miejsca spotkania.
Uzupełniliśmy zapasy, których w sklepie na szczęście nie brakowało. Każdy z nas
miał plecak. Poza Jowaną, wszyscy też mieli na sobie mundury wojskowe. Postanowiliśmy
dać sobie chwilę na obmyślenie planu działania. Usiedliśmy na ziemi, między
porozrzucanymi puszkami taniego piwa, które najwidoczniej spadły z półek. Ogólnie w
sklepie panował porządek, mało rzeczy zostało zniszczonych. Ariel włączyła
latarkę, dzięki czemu mogłam się przyjrzeć moim towarzyszom.
-Miałem okazję rozejrzeć się po mieście. Po wyjściu z
centrum musimy iść na wschód. Po kilku godzinach marszu powinniśmy dojść do
stolicy kraju. Może tam ktoś ocalał.- powiedział Chantel. Miał ciemne blond
włosy i niebieskie oczy. Sprawiał wrażenie najbardziej pewnego siebie z nas wszystkich.
-Myślisz, że dużo osób przeżyło? – zapytała dziewczyna w
długich kasztanowych lokach. Kształt jej ciemnobrązowych oczu wskazywał na to,
że jest azjatką.
-Myślę, że wystarczająco dużo, żeby natrafić na jakąś osadę.
– odpowiedział blondyn.
-A co z bronią ? – zapytała ciemnoskóra Jowana. Mówiąc, nie
patrzyła w naszą stronę. Była odwrócona w stronę wejścia. Wyglądało to, jakby nas nie widziała.
- Przydałoby się zaopatrzyć w nowy sprzęt. Ja mam nóż i poczciwy HK MP 5. Naboje też jeszcze mam, więc nie jest źle.- Powiedziałam.Gdy inni wyciągnęli swoją
broń, zauważyłam, że poza nożami znalazły się 2 scyzoryki i kilka Glocków. Czyli nie jest źle. Tylko
Jowana nie miała przy sobie nic.
- A ty co? Preferujesz karate? – zapytała ją Ariel. Nim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, Chantel ją wyprzedził.
-Tak właściwie, to broń jest jej niepotrzebna.Jest niewidoma.
-Przepraszam, nie wiedziałam. - Ariel spuściła wzrok
-Nic nie szkodzi.- Opowiedziała ciemnoskóra.
-Może zanim gdziekolwiek wyruszymy, przenocujmy tu? Mogę
pełnić pierwszą wartę przy pilnowaniu bezpieczeńśtwa. – zaproponowałam. Wszyscy chętnie pokiwali głowami. Wtem, tuż obok siedzącej Jowany stanął błękitnooki chłopak z czarnymi włosami przewiązanymi bandanką. Miał bardzo zniszczony mundur. Trzymał w ręce kałacha.
-Mogę się dołączyć? – zapytał. –Jestem Axel.
- Pewnie, im nas więcej tym lepiej – odpowiedział brat
Jowany.- To Jowana, Ariel i Nomen. Ja jestem Chantel. – Chłopak przedstawił nas, a Axel przyjrzał nam się,
jakby nie wierzył, że spotkał człowieka. Jego wzrok zatrzymał się na mnie.
- Fajna fryzura- Powiedział w moją stronę, spoglądając na moje średniej
długości, czerwone włosy. Później jego wzrok prześlizgnął się na wprost moich zielonych oczu. Odwzajemniłam spojrzenie.
- Fajna broń- odpowiedziałam. Chłopak wyglądał na najmłodszego z nas wszystkich. Widać, że ledwo skończył osiemnastkę. -Jak sytuacja na zewnątrz?
-Stabilna. Wilki zajmują się na razie zwłokami spod
zawalonej kryjówki, więc najbliższe 2 dni powinny być bezpieczne, chyba, że spotkamy jakieś inne zwierzaki. Mieszkał ktoś z was w tamtej bazie? - Axel spojrzał na nas pytająco.
-Ja- odpowiedziałam i wzięłam z półki sklepowej Red Bulla.
Otwarłam puszkę i wypiłam całą jej zawartość jednym haustem. Naprawdę chciało mi się pić.
-Proponuję, żeby Nomen sama nie stała na warcie.- Chantel
zmienił temat.
- Ja i tak nie zasnę, więc bardzo chętnie posiedzę z nią. –
powiedziała Jowana.
- Okej, no to za 3 godziny zrobimy zmianę. Dobranoc.-
powiedziała Ariel, odchodząc w kąt tuż przy kasie. Chantel i Axel poszli w jej
ślady.
-Tylko pomódlcie się przed snem.- zawołałam za nimi i
usiadłam po turecku. Po kilku minutach Axel zaczął głośno chrapać. Spał. Pozostała
dwójka jeszcze prowadziła rozmowę.
-Myślisz, że jakoś przeżyjemy ? – zapytała mnie Jowana.
- Myślę, że spróbujemy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka :) Narazie rozdział 3 jest planowany na następną sobotę (1 listopada) i będzie oczywiście pisany przez Nikę.
Autor cytatu: Chuck Palahniuk
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka :) Narazie rozdział 3 jest planowany na następną sobotę (1 listopada) i będzie oczywiście pisany przez Nikę.
Autor cytatu: Chuck Palahniuk